O równości pochyłej
Myślałem zawsze, że nic nie czyni ludzi tak równymi wobec siebie jak defekacja. No może śmierć
i kilka innych drobnych nieprzyjemności jeszcze, ale że to, to na pewno. Bo raz, że jej metaforyczny owoc spada zarówno na sprawiedliwego i niesprawiedliwego, biednego i bogatego, białego
i czarnego. Bo dwa, że każdy i codziennie na ogół zmaga się z jej dosłownością.
W sumie to nie wiem, skąd mi się to wzięło, bo nie trzeba przecież wnikliwych obserwacji by zauważyć, że bogaci jakoś mniej sie brudzą. Minimalna wrażliwość antropologiczna powinna zaś podpowiedzieć, że codzienność może i ta sama, ale warunki okoliczne to już niekoniecznie. Trwałem tak jednak i trwałem w tym świata uproszczeniu, aż znalazłem na biurku list od tak zwanych pracowników lokalnych mojej szanownej organizacji. Pod groźba strajku i wzięcia tak zwanych ekspatów do niewoli, zwrócili grzecznie uwagę na fakt, że owi ekspaci korzystają z ładnych i dobrze wyposażonych toalet, podczas gdy oni muszą korzystać z latryny, ktora śmierdzi, much jest pełna, się zapada i na dodatek papieru toaletowego w niej nie uświadczysz.
Nie, żeby to była jedyna rzecz o (nie)równości. Zauważono także, że ekspaci piją sobie butelkowaną wodę mineralną, a pracownicy lokalni dostają do picia wodę, której ekspaci używają tylko do kąpieli. Ekspaci piją też w biurze herbatę, więc wraz z butelkowaną wodą pracownicy lokalni powinni mieć zapewnioną również i herbatę. Wszyscy ekspaci mają komputery, dzięki którym mogą się cieszyć Facebookiem, a oni muszą się dzielić niewieloma, które zostały im udostępnione. Wszyscy ekspaci jeżdżą samochodami, a oni muszą przychodzić do pracy na piechotę. Co więcej, ekspaci dostają swe niebotyczne wypłaty w twardej walucie, podczas gdy pracownicy lokalni dostają południowosudańskie funty. Jako że jest to pogwałceniem praw człowieka (patrz rozporządzenie Ministerstwa Pracy ROSS), a sprawiedliwość na świecie być musi, to albo pracownicy lokalni również powinni dostawać dolary, albo ekspaci zaakceptować wypłatę w południowosudańskich funtach. Ogólnie zaś to ludzie w pracy powinni być traktowani tak samo, niezależnie od koloru skóry.
Ekspaci są oczywiście oburzeni, a myśl, że prezenutują mentalność kolonizatora przez głowę nawet im nie przemknie. Co prawda do toalety pracowników lokalnych nigdy wcześniej nie zajrzeli i jest im trochę głupio, ale przecież porzucili swe domy, by przynieść zbawienie złemu światu. Przecież napisali w swoich oficjalnych dokumentach o zasadzie nie-dyskryminacji, więc jak tak w ogóle można im wytykać, że dyskryminują i straszyć jakimś strajkiem. Sami przecież wcale dobrych warunków do pracy nie mają. Marzą o klimatyzowanych wygodnych pokojach i drucie kolczastym na płocie, żeby ten zły świat ich dotknął. Do butelkowanej wody mają swoje święte prawo, bo a nuż mogliby zachorować. Przypadkowo czarnym pracownikom lokalnym, to przecież nie grozi, bo oni są przyzwyczajeni.

Komentarze
Prześlij komentarz