Ethio-sabotaż


Odwieczny problem podróży z pracownikami lokalnymi: jak tu się pozbyć z samochodu lokalnej muzyki. Problem uniwersalny, ale w Etiopii szczególnie bolesny, bo gusta moich etiopskich kolegów są raczej hermetyczne. Z rzadka trawią nawet popularne w Afryce Wschodniej R&B, dance, rap lub raga. Jedynie słuszna jest muzyka etiopska. Nieważne z jakiego regionu, byleby było porządne zawodzenie w amharic albo tigrinian*, monotonny, niemal zawsze ten sam rytm bębnów i pokrzykiwania.

Sprawa jest prosta: wszystko, co etiopskie, jest najlepsze i wyjątkowe. W końcu to tutaj był biblijny raj, to tutaj rodziło się chrześcijaństwo, to ten kraj obronił się (prawie) przed kolonizacją, to tutaj ludzie mają najpiękniejsze rysy twarzy i kolor skóry. Najpiękniejsza jest też muzyka, na moje ucho rzeczywiście na całą Afrykę Wschodnią całkiem unikalna. Nieważne czy tradycyjna czy współczesna. Nieważne czy grana na instrumentach tradycyjnych czy na keyboardzie. Byłoby to coś jak nasze disco polo, z tą różnicą, że disco ethio akceptowane jest powszechnie i bez jakiegokolwiek wybrzydzania. Nie tylko na weselach, nie tylko w wybranych radiostacjach. Jest wszędzie. W radio, w telewizji, w dzwonkach telefonów, od najmniejszego przydrożnego baru, po najmodniejsze kluby w Addis Abebie. Dla elit jest ethio-jazz - kombinacja improwizacji i tradycyjnych motywów. Dla tych bardziej „alternatywnych” jest ethio-reggae. Muzyki rockowej prawie się nie słucha, a jeśli już to również tylko w wersji  ethio. Zamykasz oczy i nie możesz się pomylić. To musi być Etiopia.

Jako że dość dawno temu skończyłem z zachwytem nad odmiennością kulturową, po kilku miesiącach tego muzycznego ethio-terroru z ukrytą satysfakcją sięgam po elementarz małego sabotażysty.  Znajduję bardzo ważne powody, żeby nie organizować w obozie imprez dla pracowników, wyłączam i ukradkiem przemieszczam pozostawione do ładowania i dzwoniące natrętnie telefony. Najgorsze są jednak kilkugodzinne podróże samochodem. Czasami przygotowuję się do nich wcześniej i jeszcze przed wyjazdem cichcem rozłączam w samochodzie kable od głośników, żeby potem udawać zdziwienie, że znów się popsuło. Gdy nie mam na to czasu, pozostaje tylko wrogie przejęcie odtwarzacza za pomocą tzw. nadużycia władzy**.

Władzę nad odtwarzaczem ma zwykle ten, kto trzyma kierownicę. Znane mi są tylko dwa precedensy: gdy kierownicę trzymam ja, a moja żona siedzi obok oraz gdy ja siedzę obok, a samochód prowadzi mój podwładny. W Etiopii stosuję precedens numer dwa i głosem pozornie uprzejmym proponuję, żebyśmy posłuchali CZEGOŚ INNEGO. Błogosławię w myślach etiopski szacunek do hierarchii pomieszany z „wrodzoną” grzecznoścą  wobec farangi*** i bez zbędnej zwłoki podłączam odtwarzacz MP3 ze swoją muzyką. Na pełną swobodę pozwolić sobie jednak nie mogę, bo gust muzyczny mam raczej trudny, a atmosfera w samochodzie to ważna sprawa. Kombinuję więc jak tu załatwić świeczkę dla pana-boga i dla diabła ogarek.

W tym manichejskim znoju rodzi mi się rozwiązanie. Włączam DAAB i w kącie lusterka widzę kiwające się do rytmu głowy. Tłumaczę tekst piosenki, że nie wolno nie ufać, ranić słowem i odmawiać dłoni****  i widzę, że głowy kiwają się jeszcze mocniej. Jest dobrze. Rytmicznie podryguje też noga pacjenta, którego wieziemy do szpitala w Gondarze. Nie wiem co prawda, czy to z tej samej radości czy z bólu… jednak to nieważne. Wszyscy jesteśmy uratowani.


- - -

* AMHARIC i TIGRINIAN - najbardziej rozpowszechnione w Etiopii języki lokalne. Amharic jest językiem urzędowym.

** NADUŻYCIE WŁADZY (ang. abuse of power) - termin z kodeksu etycznego mojej organizacji, używany na określenie czerpanie osobistych korzyści z zajmowanej pozycji. Normalnie grozi za to utrata pracy. W tym kontekście uprzejmie proszę o przymrużenie oka.

*** FARANGI - biały człowiek

**** Piosenki można posłuchać tutaj [link].


Komentarze

zabaendo pisze…
Super wpisy. Te mi się bardziej podobają pod względem stylu niż dzisiejsze ;)
Ariel pisze…
Dzieki Ewa. No cóź, styl miewam rozchwiany;)

Popularne posty