Dziennik z Podróży, Która się Dłuży / Erewań 15 października 2001
Wygląda na to, że to już nasze ostatnie podrygi w Armenii. Wygląda też na to, że zmonopolizowałem ostatnio nasz dziennik, ale trudno. Tak jakoś smutnawo napiszę, że dość pusto się zrobiło po wyjeździe Pauliny i Artura. Tłuką się teraz pewnie biedactwa malutkie takie i osamotnione pociągiem do Warszawy. Potłuką się jeszcze, potłuką, ale przynajmniej do domu dojadą. O ile nie spadli z nieba gdzieś przed Moskwą, oczywiście. Oj, chyba marne jest to ostatnie zdanie... Oczywiście, że nie spadli, bo w telewizorze nic nie mówili. Oni sobie polecieli, a my tymczasem wylądowaliśmy, dość nieoczekiwanie, w restauracji Hotelu Armenia. Zdaje się, że bardzo droga to jest restauracja. Hotel Armenia należy bowiem obecnie do sieci Marriott, a jak powszechnie wiadomo, nie jest to standard porównywalny np. z Chatą Socjologa na Otrycie. Wszelkim dociekliwym pragnę szybciutko donieść, że tym razem nie defraudowaliśmy pieniędzy uniwersyteckich. Chciałbym również szybciutko donieść, że w ogóle NIGDY, ALE TO NIGDY nie defraudowaliśmy pieniędzy uniwersyteckich! Po tym zapewnieniu napiszę, że na kolację w tymże lokalu zostaliśmy zaproszeni przez dyrektora hotelu, pana Anila V. S. i jego żonę, panią Barbarę Ł. podczas „roboczego” spotkania w tymże hotelu kilka godzin wcześniej. Staszka z nami wtedy nie było z powodów chorobowych, ale jak się o tym dowiedział, to od razu ozdrowiał i postanowił do nas dołączyć. Próbowaliśmy go do tego zniechęcić, ale Staszek jako Dzielny i Wiecznie Głodny Harcerz po prostu się nie dał. Bo Staszek to w ogóle lubi dużo jeść, a najlepiej jak jedzenie dają za darmo. Taki będę złośliwy. Na złagodzenie Staszkowego image’u napiszę jednak, że Staszek w swoim sępieniu jest bardzo pociesznie-sympatyczny, a poza tym to bardzo cenna, survival’owa umiejętność. W ogóle, Staszek jest super. W restauracji zapodano nam jedzenie indyjsko-tajskie i najedliśmy się dobrze i elegancko. W ogóle to byliśmy szczęśliwcami, bo tego dnia było otwarcie owej restauracji. Dodam jeszcze nieco szkolnie, że atmosfera była miła i przyjemna, a Państwo Dyrektorostwo to bardzo mili ludzie. Potem to już poszliśmy do domu na długie partie w nardy, super gry, którą zakupił Szopa. I to na dzisiaj wszystko. (AZ)

Komentarze
Prześlij komentarz