Słownik
BODA albo BODA BODA – najpowszechniejszy środek lokomocji w miastach Południowego Sudanu. Motocykl, najczęściej chiński wraz z kierowcą. Z boda boda się spada, jeżdżąc na boda boda ma się wypadki, z boda boda zsiada się strzepując z siebie kilogramy kurzu, ale… boda są wszędzie i dowiozą wszędzie. Nawet z walizką ważącą 25 kilogramów. Choć bywają większe wyczyny. Kiedyś na pewno będzie o tym więcej w jakimś poście. Słowa boda używa się też czasem na określenie kierowcy motocykla.
CATTLE CAMP – rodzaj obozowiska pasterskiego, w którym trzymane są krowy. Kiedyś popełnię pewnie wpis na ten temat, więc tutaj nie będę się więcej rozwodził.
DINKA – największa grupa etniczna w Południowym Sudanie (ok. 4,5 mln osób), razem z Nuerami dominująca również politycznie.
EKSPACI (od ang. expatriate) – w humanitarnym slangu to tak zwani wszyscy pracownicy spoza kraju, w którym dana organizacja ma swoją misję. Inaczej nazywa się ich international staff (pracownicy międzynarodowi/zza granicy). Funkcjonuje to zwykle w zestawieniu z terminem national staff albo local staff (pracownicy lokalni). Ekspaci to generalnie khawaja.
FARANGI - to samo co khawaja albo mzungu, tylko że w amharic: słówko (nad)używane w Etiopii na określenie białego człowieka.
KHAWAJA – coś jak nasze przaśne “o, patrz mamo, Murzyn”. Wykrzykiwane prawie na każdym kroku, zarówno przez dzieci jak i dorosłych. Miano khawaja (wymowa: hałazia) przyklejone jest na ogół do białych obywateli świata, choć tak naprawę po arabsku oznacza po prostu obcokrajowca. Wedle niektórych tłumaczeń nawet groźnego obcokrajowca, ale nawet jeśli tak jest rzeczywiscie (na arabskim sie nie znam), to w Południowym Sudanie to słowo takich konotacji nie ma. Podobno w języku Dinka (niepotwierdzona wersja jednego z naszych pracowników lokalnych), khawazia to także jakieś bardzo rzadko występujące, konkretne zwierzę. Jak się dowiem jak wygląda, to napiszę.
MZUNGU – coś jak khawaja, tylko że w języku swahili i co oznacza literalnie “kogoś, kto włóczy się bez celu” lub “kogoś zagubionego”. Oczywiście chodzi o białasów.
NFIs (non food items) – nie wiem jak to porządnie przetłumaczyć, ale chodzi o środki pierwszej potrzeby dystrybuowane wśród osób dotkniętych skutkami konfliktów zbrojnych lub katastrof naturalnych. Wedle standardów IOM (Intenational Organization for Migration) dla Południowego Sudanu, na jedno gospodarstwo domowe (6 osób) przypada jeden tzw. zestaw standardowy (standard NFI kit) zawierający: 2 koce, 2 kanistry na wodę, 1 podwójna moskitiera, 1 plastikowa płachta, 2 maty do spania, mydło, 1 zestaw naczyń kuchennych oraz 1 torba/pudełko.
LANDCRUISER – najpiękniejszy samochód świata, oczywiście z napędem na cztery koła. Ogólnie to różne modele Toyoty, które mają w nazwie słówko landcruiser, ale najczęściej tu spotykany to HZJ 78L, popularnie zwany hardtopem. Podobno hardtopy nie są dopuszczone do użytku na rynku europejskim, bo są zbyt mocne w zderzeniu z innymi samochodami. Nie wiem czy to prawda, ale fakt, że to najmocniejsze i najlepiej sprawdzające się tutaj samochody. Nie przeszkadza im to psuć się co chwilę, ale zdarza się to im i tak rzadziej niż innym samochodom. W Jonglei wszystko się psuje dużo szybciej niż gdzie indziej.
SZALWAR KAMIZA (spolszczone shalwar kameez) - tradycyjne wdzianko noszone tu i tam:)
SODA – wszystko co ma bąbelki. Najczęściej to napój bogów o nazwie Coca-cola, ale rownież Fanta i kilka bardziej lokalych wynalazków. Jeszcze na początku 2011 roku etykiety ozdabiały bardzo ładne napisy po arabsku. W ramach reważu za separatyzm, Chartum przykrecił jednak kurek tak ropy, jak i coca-coli. Przez pewien czas nie było jej w Bor wcale, a potem pojawiła się z rozlewni w Ugandzie i bez arabskich zawijasów. Oczywiscie drozsza. Zawijasy pojawiają się jeszcze czasem na coli w puszce, importowanej ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Soda musi być na każdej imprezie z lokalnym staffem. Jak nie ma sody, to prawie jakby nie było szacunku.
ROLEX a raczej na pewno ROLLED EGGS – moje ulubione śniadanie. Coś w rodzaju omletu z chapati, zwiniętego na kształt naszego naleśnika. Bardzo proste, bardzo tłuste.
T.I.A. albo THIS IS AFRICA! – trochę jak nasze “miało być pięknie, a wyszło jak zawsze”. Określenie używane najczęściej w sytuacji, gdy coś się nie udało, zwłaszcza z powodu innych nieprzewidywalnych zdarzeń (pogoda, zepsucie się samochodu itd). Zawiera ono w sobie zwykle spokojny fatalizm – zgodę na niepowodzenie. Czasami przekszatałcane jest w swoisty element “tożsamości afrykańskiej”. THIS IS AFRICA może czasami brzmieć dumnie – jako kontra do kultury białych, którym się wszystko udaje. Wtedy T.I.A. nabiera znaczenia: nie udało się, no i okej. Tacy już jesteśmy, a jak się komuś nie podoba to niech wraca do siebie…

Komentarze
Prześlij komentarz