Kwarantanna dzień 1 (Addis Ababa, 18/06/2020)

Lądowanie około 6 rano czasu lokalnego. Rozpiździel jak to w Addis. Wieczna przebudowa lotniska i tysiące papierów do wypełnienia. Długie czekanie na shuttle bus do Getham Hotel, gdzie mam siedzieć przez dwa tygodnie na kwarantannie. Potem długie siedzenie na recepcji  hotelu, bo pokój jeszcze nie gotowy. Dostaję pozwolenie, żeby zapalić na zewnątrz, tylko żebym niczego nie dotykał. Zanim mój pokój jest gotowy palę chyba ze trzy razy.



W końcu 10 piętro, pokój nr 1004 i przykazanie, że przez 14 dni mam z niego nie wychodzić. Winda działa, ale karta magnetyczna do pokoju już nie, więc trzeba znowu czekać. W końcu w środku i w końcu można zdjąć buty. Postanawiam, że dzisiaj jeszcze będę wszystko na luzie. Więc spanie, potem lekkie rozpakowywanie walizki, obczajanie smart-telewizora - czy z telefonu albo z kompa można. Można, ale się zacina. Po tej obczajce znowu spanie. Telefon do restauracji, żeby jeść przynieśli. Bacon burger, bo taka mnie wyrafinowana nachodzi fantazja - dostarczony po godzinie od telefonu. Zaraz potem pan lekarz, imienia nie zapamiętuję. Temperatura 36.1, jakby co to mam go wołać. Na kolację wołam carpaccio z łososia i babaganusz. Dostarczone godzinę i 10 minut po telefonie do restauracji i już wiadomo jak będzie.

Ciągle jeszcze nie w nastroju do pracy, więc choć miałem czytać i planować, wybieram serial. Czwarty sezon Królowej Południa. Zapchaj-dziura, ale niechaj bedzie. Jeszcze jeden odcinek i spać. Tak nastał wieczór i poranek – dzień pierwszy. 



Komentarze

Popularne posty