Kwarantanna dzień 2 (Addis Ababa, 19/06/2020)
Pobudka o 9.00, bo sobie uknułem, że potrzebna mi dyscyplina, żeby się w tej kwarantannie nie rozmemłać. Bo to trochę jak na filmach o więzieniu, gdy wsadzają do izolatki. Jeśli jest miejsce to robią tam pompki i inne. Mam miejsce, więc robię i ja. Śniadanie zamawiam po ćwiczeniach i to jest błąd, bo trzeba było od razu po otworzeniu oczu mych pięknych niebieskich. Byłoby około 10.00, a tak przynoszą je dopiero o 11.25, gdy jestem już porządnie głodny. Z american breakfast nie ma to wiele wspólnego. Kawa: ohyda. Jajecznica: ohyda. Mikro-kiełbaski wołowe: ohyda. Pieczarki z puszki usmażone na maśle: ohyda. Fasola w porządku, sok z mango i papaja w kawałkach też. I papieros po. Bo papieros po jest zawsze najsmaczniejszy.
Czekając na jedzenie nakreśliłem mój dzisiejszy plan na życie, więc po śniadaniu zamieniam na czyny słowa. Albo odwrotnie. Zgodnie z planem, najpierw ogólne czytanki od Etiopii i porządkowanie faktów mniej mi lub bardziej znanych. Ciekawostka, która mi wcześniej umknęła, że wedle spisu powszechnego z zeszłego roku zrobiło się Etiopców ponad 109 milionów. Niektóre szacunki mówią że nawet 112. Z czasów gdy tu ostatnio pracowałem (2013-2014) zapamiętałem circa 80 milionów. Sprawdzam i się nie pomyliłem. Ciekawe, że w ciągu jakichś 7 lat można zwiększyć populację o 30 milionów. Muszę się temu przyjrzeć bliżej.
Po geografii, demografii i podziale administracyjnym biorę się za powtórkę z historii. Tematy wybieram losowo. Wciąga mnie pierwsza wojna włosko-etiopska z końcówki XIX wieku. Całkiem niezła opowiastka o tym, jak się etiopscy królowie zjednoczyli i skopali makaronom dupę.
W połowie tej krwawej opowieści przychodzi pan lekarz i mierzy. Wynik: 36.0. Pyta też jak się mam. Mówię, że mam się dobrze, bo przecież mu nie powiem, że po tej fasoli ze śniadania to ledwo sam ze sobą wytrzymać mogę. Pan lekarz odchodzi zadowolony, że usłyszał to co chciał usłyszeć, a ja wracam do czytanek. Skaczę do XX wieku. Haile Selassie, Mengistu, Zenawi, jeden lepszy od drugiego, jeden za drugim wice-króle. Jak nie cesarskie olewactwo, to czerwony terror, jak nie zabójstwa polityczne to etniczne rozpierduchy. Nie udali się Etiopcom ich władcy. No ale komu się oni udają. Banda skurwysynów jednym słowem.
Zapisuję sobie kilka tematów do dalszego studiowania na dni kolejne.Przypominacz z mojego google-kalendarza mówi, że miałem przeczytać kilka dokumentów wyprodukowanych przez mojego pracodawcę. Idę jednak najpierw na balkon, w celu wiadomym. Przy okazji podziwiam misterne rusztowania i szalunki na sąsiedniej budowie. Wreszcie są tam też jacyś ludzie, bo rano ich nie było. Całkiem robią wrażenie. Chciałoby się napisać, że skaczą po tych rusztowaniach jak małpy, ale że są czarni to trzeba jakieś inne comparatio znaleźć. Może więc, że zwinnie jak wiewiórki.
Wracam i czytam, co przeczytać miałem. Krajowy Plan Bezpieczeństwa, Lokalne Plany Bezpieczeństwa, Plan Roczny na 2020. Notuję pytania, szukam odpowiedzi. 0 15.30 pierwszy briefing z Doradcą Operacyjnym z Berlina. Znamy się i lubimy od kilku ostatnich moich misji, więc idzie dość sprawnie – wiem co mam wiedzieć w godzinę, mimo że internet zrywa się kilka razy w międzyczasie.
Po tej rozmowie uznaję, że na dziś wystarczy. Zamawiam stek w sosie pieprzowym z ziemniakami puree i duszonymi warzywami. Od pana z telefonu wydobywam informację, że w ramach mojej rezerwacji mogę zamówić trzy razy posiłek o wartości do 450 Birr za każdym razem (ok. 50 zł). I że jak się zmieszczę w tej kwocie z alkoholem, to że nie ma sprawy i że mogę. Zamawiam więc Świętego Jerzego (etiopskie piwko), potwierdzając niedowierzającemu głosowi w słuchawce, że tak, że tylko jednego Świętego. Upić się z nudów jeszcze zdążę, myślę sobie. W ciągu półtorej godziny oczekiwania wykonuję trzy razy minutowe planki (bo w więzieniach zawsze ćwiczą) i jakieś rozciąganie (bo 43 lata to nie przelewki i o stawów elastyczność dbać już trzeba).
Po kolacji z górki. Jakiś telefon, jakies whatsappy z bliższymi i dalszymi i Królowej Południa, bo się okazuje, że jednak wciągnęło. I tak minął poranek i wieczór – dzień kwarantanny drugi. I spojrzał bóg na swe dzieła i widział, że całkiem nieźle mu poszło dnia tego.


Komentarze
Prześlij komentarz