Toruń-Warszawa-Frankfurt-Addis Ababa (17/06/2020)
Pociąg z Torunia do Warszawy o 9:35, przyjazd 12.40. Kupiłem bilet do Zachodniej, ale decyduję się wysiąść na Centralnej. Papieros i szybkie ustalanie logistyki. Miałem w planach kupienie torby the North Face (bo we wsi Toruń nie ma), ale K. Nalega, żeby na kawę chociaż i że na lotnisko odwiezie. Bardzo lubię K, więc postanawiam, że kawa, a z warszawskie plany ograniczę do Time For Wax. Uber z Emilii Plater róg Złotej, 20 minut do przybytku na Al. Niepodległości, bo to do K. po drodze. Okazało się, że po kenijskich przygodach moja Uber apka ustawiona jest na płatność gotówka, a tu ani gotówki ani bankomatu. Zamiast 14,50 zł wygrzebuję 5 Euro. Kierowca zadowolony, ja też zadowolony bo czas goni. W Time For Wax okazuje się, że z powodu pandemii nie można już tam wejść ot po prostu z ulicy, ale że można za pomocą kolejnej apki. O 13.35 rejestruję się na 13:45, ale pani dziewczynka mówi, że mogę od razu, więc się kładę. Uwija się sprawnie i mówię że „ał” dopiero jak płacę. 143,50 zł i szybko do K. Z buta, bo blisko. Kawa, dwie drożdżówki, truskawki i buła na drogę. K jest troskliwa. Mamy taką umowę, że jak już będziemy starzy i ciągle singlami, to zamieszkamy razem, żeby sobie robić herbatę. O 14:45 w samochód i na lotnisko. Chciałem być te dwie godziny wcześniej bo bóg-wie jakie procedury z tą pandemią. Okazuje się, że bez sensu, bo i ludzi mało, i procedur szczególnych też nie ma. Trzeba było zostać u K. dłużej.
Przed przejściem przez kontrolę bezpieczeństwa telefon do rodziców. Markotni bardzo, że wyjeżdżam i wrażenie, że za każdym razem jest gorzej. Choć przecież teraz nie na wojnę jadę i martwić się nie powinni. Podobno jak będę stary to zrozumiem, że na pewne rzeczy nic sie nie da poradzić.
W końcu samolot i we Frankfurcie. Frankfurt pusty prawie jak Okęcie, a nawet gorzej, bo mniej sklepów otwartych. Chuj strzela mój plan kupienia głośnika z bluetoothem. Choinki nie będzie. Samolot też pusty. Ludzie pousadzani co drugie siedzenie, ale zajęte tylko kilka, może kilkanaście rzędów. Ciekawe jak im się ten lot opłaca, ale w sumie nieważne. Ważne, że mi się udało wydostać z Polandii. Całą podróż trzeba siedzieć w masce na twarzy. Na próby ściągnięcia stewardzi na początku reagują, potem przestają. Pokładowy entertainment system nie działa (bardzo przepraszają), więc oglądam Jungle, bo E. obejrzeć poleciła. Dobry ma gust dziewczyna. Myślę o niej jeszcze trochę i w kłębek do snu się zwijam.


Komentarze
Prześlij komentarz