Dziennik z Podróży, Która się Dłuży / Toruń 16 października i gdzieś pomiędzy Moskwą a Warszawą, 18 października 2001
Toruń, 16 października 2001
Gdy większa część wyprawy swe ostatnie dni w Armeni przeżywała, mniejsza część wyprawy tak oto pisała (fragment post factum dostarczony):
Jesteśmy w domu. Jak dobrze...
Szkoda, ze reszta załogi ma jeszcze taki kawał drogi przed sobą. Podroż minęła nam bez rewelacji – nasz samolocik TU 154 i tym razem nie spadł, Moskwa przywitała nas zima i bałaganem na lotnisku. Nie zgubiliśmy się, choć ogrom tego miasta po raz kolejny zrobił wrażenie. Za swój językowy sukces uważam kupno biletu. Jak wiadomo po rosyjsku mowie bardziej plocho niż charaszo. Jeszcze z wyzbieranych po kieszeniach rublach poszliśmy do dworcowej knajpy, zjedliśmy co nieco i wsiedliśmy do pociągu, który to pamiętał czasy dawnego imperium a był po prostu rewelacyjny. Obudziliśmy się już na Białorusi gdzie pierwszy raz od miesiąca zobaczyliśmy prawdziwy las. I cos w serduszkach zakuło...Później jeszcze wsparliśmy białoruską szarą strefę i nieoznakowaną taksówką dotarliśmy na granicę. Przewieźli nas przemytnicy mający w wozie więcej spirytusu niż benzyny. Potem to już z kilkoma tylko przygodami dotarliśmy do Torunia (o tych przygodach nie piszę, bo to dziennik z Armenii w końcu). I jak już nacieszyłem się Kubusiem, Jogobellą i kilkoma innymi rzeczami i gdy spojrzałem na zdjęcia, zrozumiałem że tęsknie już za tym wszystkim, co zostało daleko za górami... Artek (ArtC)
Gdzieś między Moskwą a Warszawą, najpewniej na Białorusi już, 18 października 2001
No to jedziemy sobie pięknie i królewsko do domu. Pociągiem hotelowym z wrzątkiem wliczonym w cenę naszego dwudziestodwudolarowego biletu. W zasadzie to już jest prawie jak w domu, bo Białoruś zielona i zielono-kolorowa, dokładnie tak jak „u nas”, zapewne.
КОНÉЦ

Komentarze
Prześlij komentarz