...a liście drzewa służyły uzdrowieniu narodów... (Apokalipsa 22,2)
Zapewne
lekko by się skrzywili na to odniesienie do świętej księgi niewiernych. Tutejszej
Jedynej Prawdziwej Księgi nie znam, ale może to właśnie w tam nazwali go
Kwiatem Rajskiego Ogrodu. Powiadają, że przyniósł go anioł - Bóg wysłuchał
prośby tych, którzy chcieli go czcić nocami, nie obrażając go snem pomiędzy
modlitwami. Bóg zawsze odpowiada. Zwłaszcza w temacie swego boskiego ego.
Khat, bo tak go zwą na co dzień, to
roślina o przepięknych właściwościach. Musi być świeży, najlepiej jeśli zerwany
zaraz po fajr, modlitwie przed
wschodem słońca. Najlepiej jeśli po deszczu, bo myć go potem nie wolno. W sumie
to wolno, a w czasie cholery to nawet trzeba, ale puryści twierdzą, że po
umyciu smak się zdecydowanie psuje. Pochodzenie krzewu musi być znane, na
targowisku trzeba więc mieć swojego Zaufanego. Targowisko ciągnie się przez
kilka ulic i niczego innego tam nie sprzedają.
Używają
wszyscy. Wedle jakichś tam szacunków, sześćdziesiąt procent mężczyzn i
trzydzieści pięć procent kobiet robi to codziennie. Khat to najlepszy
przyjaciel kierowców i żołnierzy na posterunkach kontrolnych. Ciężarówki zwożące
go do miasta to jedyne samochody, które nie muszą się na tych posterunkach
zatrzymywać. Nawet nie zwalniają, wyrzucają tylko przez okno małe zawiniątko. Khat
utrzymuje większość rodzin na wioskach. W miastach często rodziny niszczy,
bo tani bynajmniej nie jest. Pieniądze na khat znajdują się zawsze, na jedzenie, albo na lekarstwa dla dzieci to już niekoniecznie. To
ciemna strona mocy, wraz ze wszystkimi innymi właściwymi dla narkotyków społecznymi konsekwencjami. Medycy dodają tu podwyższone ciśnienie krwi i tętno,
bezsenność, brak apetytu, zaburzenia myślenia, psychozę i osłabienie popędu seksualnego.
To ostatnie być może nie jest jednak takie złe, zważywszy na narzucone przez
jedyną słuszną religię liczne ograniczenia w relacjach pomiędzy kobietami i
mężczyznami.
Lista
pozytywnych efektów specjalnych jest równie długa. Pobudzenie, a nawet euforia,
zaufanie, życzliwość, gadatliwość, towarzyskość, zapomnienie o głodzie i bólu istnienia.
Khat to dobry powód, żeby wyjść z
domu, spotkać się z tym i owym, przestać myśleć o wojnie, ubić interes, znaleźć żonę dla syna, uczcić śmierć
sąsiada, rozwiązać spór pomiędzy rodzinami, tak naprawdę każda okazja jest
dobra.
Ja narkotyzuję się z okazji czwartku. Bo w czwartek jest weekend i przychodzą
koledzy. Zaczyna się około drugiej po południu. Przynosimy materace i
bezprzewodowy głośnik, żeby można było muzykę z telefonu. Khat przynosi
Abdul. Najpierw jest rytualne dzielenie na równe porcje, mierzone objętością
dłoni. Po paru pierwszych liściach tak samo rytualna dyskusja, czy
dzisiaj dobry. Rozmowa o khacie musi być. Najbardziej lubię zadawać
pytanie, dlaczego Prorok (niech będzie błogosławiony), zabronił pić
alkohol, ale żucia khatu już nie. Chłopaki, bo dziewczyn oczywiście nie
ma, wzbijają się na apologetyczne wyżyny, ale sensowna odpowiedź jest jedna.
Alkohol wymieniony jest w Jedynej Prawdziwej Księdze z imienia (że zły), a khat nie
(wiec można). Potem są różne inne tematy, głównie polityka. Czasem kobiety, w
tym temacie jednak bardzo ostrożnie. Sprzyja muzyka, bo się okazuje, że w całej
tutejszej świętości jest jakieś miejsce na romantyzm. W każdy czwartek z
ożywieniem słuchamy piosenki o tym, jak to pewien pan zamienia jeden pocałunek
w pięć, z których cztery składane są gdzieś pomiędzy czołem a szyją, w tym
jeden pod dolną wargą (!), przed piątym zaś gaśnie światło. Wiem, bo mi niejednokrotnie
przetłumaczono. Czasem są nawet tańce, albo filmy z youtuba, żeby popatrzeć jak
to kiedyś tańczono. Chłopaki z rozrzewnieniem zerkają na kobiety bez abayi i
wspominają, jak to dużo wolności kiedyś było. To wszystko sprzed dwudziestu albo
i więcej lat. Jak rok temu przyjechał zespół tancerzy, to im wysadzili w
powietrze samochód. Już nie przyjeżdżają.
Mijają
godziny, khat działa powolnie, ale skutecznie. Świat odzyskuje swój
balans, i wraz z malejącą wiązką liści, coraz bardziej życzliwym się
staje. Świat ma też niestety tę przypadłość, że lubi się rozpaść w momencie,
gdy wydaje się, że jest najlepiej. I właśnie wtedy, gdy jest najlepiej, muezin
woła na maghrib, modlitwę o zachodzie słońca. Chłopaki modlą się i
wychodzą, by zdążyć do domu, zanim na ulicach pojawią się wilki. Ja wracam do
swojego pokoju. Zamykam oczy i tańczę z własnymi wilkami.

