El Manifesto
Pytają mnie różni, co ja takiego właściwie tu albo tam robię, zamiast życie wieść sielskie anielskie no i dzieci rodzić. Czy może raczej płodzić. Pytanie to zacne, więc gdy rzadki mam napad chwili wzniosłej, powiadam, że ja tu życie ratować. Czy może raczej życia ratowanie koordynować, bo w końcu żaden ja lekarz ani Jack Bauer, żaden też Superman z Batmanem. Raczej więc dzielę, rządzę i poganiam. Jednych po szpitalu dziecięcym, drugich po przychodni położniczej, a trzecich po biurze. Generalnie to trzymam za jaja. Choć moja szefowa twierdzi, że trzymanie w tym kraju nie wystarcza i że trzeba je od razu podkręcić.
Jak napad szczerości mnie najdzie to wyznaję, że owo życia ratowanie to w dużej mierze o tyłek własny i własnych towarzyszy niedoli dbanie. A to żeby nie wpakować się tam, gdzie akurat strzelają. Albo się wysadzają. A to żeby ominąć tych, co akurat przeciw Zgniłemu Zachodowi protestują. A to żeby nie posądzili, że my kulturę tego Zgniłego krzewić tu przyjechali. A to żeby to człowieka zwyczajnie nie ukradli.
Stąd przez Styks (patrz wpis poprzedni) się przeprawianie. Zamiast rączych landcruiserów stare samochody. Stąd powycinane wszystkie przy płocie drzewa, stąd żadna flaga z dumnym logo najlepszej na świecie organizacji humanitarnej tu nie powiewa. Nie to, żeby to były wszystkie sposoby o tyłek dbania, o szczegółach jednak nie wolno. Tych różnych bardziej troskliwych uprasza się uprzejmie, by się nie martwili i do pana-boga nie dzwonili. Lista zabezpieczeń jest długa jak stąd do piekła.
Rzecz jasna nie o własny tyłek jednak chodzi. Choć dumnego sztandaru tu nie ma, nad wszystkim piękna idea powiewa. Na przekór TYM TUTAJ, co życie swoich kobiet i dzieci mają za nic, bo wszystko przez TYCH TAM się stało. Na przekór TYM TAM w ciepłych kapciach się mądrzącym, że TYM TUTAJ nic od nas tam się nie należy, bo NAM TAM bliźniacze chmurodrapacze wraz z dumą naszą utrącili, albo NASZEJ TAM wolności obrażania ICH TUTAJ za pomocą rysunków pogrozili. Albo wreszcie, że CI TUTAJ sami na siebie powinni zarobić i że jakby chcieli to by mogli, a dawanie to że w ogóle niemoralne i że jak już, to MY TAM SWOICH biednych mamy. Otóż nie mamy. I otóż oni tutaj nie sami z siebie nie mogą. Co by się jednak nie spocić i zadęcia nie dostać, porzucę tego manifestu pisanie. Mamo-Tato, Ciociu-Wujku, chyba wam tego nie wytłumaczę.


Komentarze
Prześlij komentarz