Dziennik z Podróży, Która się Dłuży / Erewań 10 października 2001
...Artur wygląda jak Mickiewicz na paryskim bruku (JG, na widok ledwo-co przebudzonego Artura)
* * *
Dzisiejszy dzień też nie odznaczał się niczym szczególnym, jednak łazienka jest zajęta, więc w paru zdaniach o nim sobie napisze. Rano wyglądałem jak Mickiewicz, co wiadomo dzięki kolegom dziennikowcom. O 12.30 umówiłem się z Jacem pod internetową kawiarenką, gdzie ja, jak to ja, oczywiście się spóźniłem. Zrobiliśmy co trzeba i poszliśmy do pani, którą wyhaczyłem kilka dni wcześniej kupując niezbyt dobre ciastko (wyhaczylem w sensie ankietowego kontaktu). Trochę nam czasu na drodze zeszło, bośmy wchodzili do wszystkich sklepów muzycznych, niczego ostatecznie nie kupując. Później pobiegłem ankietować gościa od serwisu. W domu już z Szopą stwierdziliśmy, że do muzeum nie bardzo jest sens iść. Wszyscy po południu i wieczorem generalnie uprawiali snujstwo. Książki polskie przeczytane, ormiańskie szyfry rozumie tylko Stach, w „ti-wi” nic nie ma a i potencjometr kopnięty. Czyli używając doktorskiego szlagieru: „bez sensu”. Uzupełnialiśmy więc dziennik, ciesząc się z jutrzejszego wypadu nad Sewan (ArtC).
* * *
Dzisiejszy dzień też nie odznaczał się niczym szczególnym, jednak łazienka jest zajęta, więc w paru zdaniach o nim sobie napisze. Rano wyglądałem jak Mickiewicz, co wiadomo dzięki kolegom dziennikowcom. O 12.30 umówiłem się z Jacem pod internetową kawiarenką, gdzie ja, jak to ja, oczywiście się spóźniłem. Zrobiliśmy co trzeba i poszliśmy do pani, którą wyhaczyłem kilka dni wcześniej kupując niezbyt dobre ciastko (wyhaczylem w sensie ankietowego kontaktu). Trochę nam czasu na drodze zeszło, bośmy wchodzili do wszystkich sklepów muzycznych, niczego ostatecznie nie kupując. Później pobiegłem ankietować gościa od serwisu. W domu już z Szopą stwierdziliśmy, że do muzeum nie bardzo jest sens iść. Wszyscy po południu i wieczorem generalnie uprawiali snujstwo. Książki polskie przeczytane, ormiańskie szyfry rozumie tylko Stach, w „ti-wi” nic nie ma a i potencjometr kopnięty. Czyli używając doktorskiego szlagieru: „bez sensu”. Uzupełnialiśmy więc dziennik, ciesząc się z jutrzejszego wypadu nad Sewan (ArtC).

Komentarze
Prześlij komentarz