Dziennik z Podróży, Która się Dłuży / Erewań 2 października 2001
Wątek bardziej osobisty, ale trudno, bo mi się nudzi. Otóż dużo listów z komputera od X ostatnio dostałem. Otworzyłem wszystkie, zapisałem sobie na dyskietce jak należy, dyskietkę do kieszeni wpakowałem, do domu wróciłem i usiadłem Otóż ta ostatnia czynność na zdrowie naszemu do-siebie-pisaniu z X nie wyszła. Dyskietkę bowiem siadając złamałem... I tak mój trud cały i pieniądz koszmarny na marne poszedł. Cały zaś trud X poczekać musi na ponowne otwarcie i odczytanie. Skoro tak, to popędzić dziś znowu trzeba będzie do jakiejś internetowni, co by się choćby tak marnie, ale zawsze, z X połączyć. Zanim popędzę, postukam trochę w to plastikowe pudełko, co to u nas w domu stoi i chwilowo opiekuna nie ma. Rzadko się to zdarza, bo chłopaki pracują dzielnie i dużo. Otóż słucham sobie Tori Amos, której to pani muzyka całkiem mi pasuje ostatnio. W zasadzie wyboru wielkiego nie mam, bo to jedyna muzyka, którą posiadamy, a która zakupił Artur. Bądź pochwalony, Arturze. Słucham sobie Tori Amos, a Paulina i Szopa leżą powaleni chorobą. Co by zainteresowanych i dociekliwych jednoczenie zaspokoić napiszę, że całkiem osobno sobie leżą powaleni. Paulina bólem zęba i czymś tam jeszcze, a Szopa gorączką. Łykają prochy i nic.
Słucham sobie Tori Amos, a reszta siedzi sobie, smacznie zapewne, u pana Ashota Archeologa, ogląda dwadzieścia tysięcy lat stare rupiecie i zażera się jakimiś dobrociami. Niezbyt to sprawiedliwe, że oni tam, a my tu, ale co zrobić. Nawiązując do myśli ogólnej naszego Mistrza Naukowego, JM: „kto powiedział, że na świecie ma być sprawiedliwość”. Może cos przyniosą? A zresztą może to i dobrze, że mnie tam nie ma. Znów się tam pewnie alkoholizacja odbywa. Nie powinno się tego pewnie mówić, ani publikować tym bardziej, a zwłaszcza co młodszych adeptów socjologii edukować... ale prawda jest taka, że obserwacja uczestnicząca Na Wschodzie mniejszą lub większą alkoholizacją prawie zawsze się kończy. Okazuje się bowiem, że wyjścia nie ma i wódkę, gdzie niegdzie białą herbatą zwaną, po prostu pić trzeba. Czasem jest przyjemniej, bo nawet dwudziestoletni koniak. Ponieważ jednak cały tydzień w ten sposób... To i dobrze może, że mnie tam nie ma. Na tym chwilowo zakończę.
***
To nieprawda, muszę się dla Was poświęcać i tyle. No to muka... (JG)
* * *
Aa...aha. Nasz młody ormiański przyjaciel David przyniósł nam do domu nowinkę szpiegowsko-komputersko-hakerską. Otóż podobno niesławny samolot, który rąbnął w World Trade Center wykonywał rejs o numerze:
Q33NY
Otóż na pewno: Po przekonwertowaniu tegoż zapisu na czcionkę „Windings” przybiera on taką oto sobie postać:
Otóż ja osobiście nie wiem za bardzo co i czy cokolwiek z tego wynika. A prócz tego, to coś nie wierzę, że taki właśnie był numer tego rejsu. (AZ)

Komentarze
Prześlij komentarz