Dziennik z Podróży, Która się Dłuży / Erewań 8 października 2001
Poniedziałek ten długo będziemy pamiętać. To pewne. Zaczęło się to wszystko tak: wczesnym rankiem z bólem ogromnym zwlekliśmy się z łóżek w składzie: Jacek, Szopa, Stachu i ja. Oczywiście poranny pośpiech, w biegu łyknięta herbata i na Plac Republiki. Tam w metro i na dworzec, gdzie w środku nocy, czyli o 8.00 wsiedliśmy w pociąg, który był osobliwością przeogromną. Na czele lokomotywy oczywiście magiczny skrót CCCP z sierpem i młotem. Cały skład z odpadającą farba, w wagonach brak szyb i wielu siedzeń. Zdarzył się na przykład wagon, w którym były jedynie trzy siedzenia, co w połączeniu z owym brakiem szyb i porannym wietrzykiem w twarz, nie było zbyt przyjemne.
Sam pociąg charakteryzuje się tym, iż jeżdżą nim ludzie raczej nie posiadający wiele gotówki. Cośmy zobaczyli, tośmy zobaczyli: dziesiątki kilogramów warzyw, jakieś siatki, torby, kartony i podobny asortyment. Do tego ludzie dla których byliśmy największą atrakcja tego przejazdu. Po wstępnych oględzinach naszej odzieży i ukradkowych spojrzeniach dosiadł się do nas młody, sympatyczny człowiek. Nie pomnę jak miał na imię – może i lepiej, gdyż później nie był aż tak miły – a może raczej był aż za miły. I się zaczęło – skąd my, po co, dlaczego, jak się podoba i tak w kółko całemu wagonowi. Jedną z największych atrakcji stała się Stachowa lornetka, która przeszła przez przynajmniej połowę rąk w wagonie, stawiając nas w centrum zainteresowania nawet „Pani od Kawy”. W Armenii w pociągach przechadzają się ludzie, sprzedający szmelc wszelaki. I tak chodził pan z krzyżówkami wyglądającymi jak z offsetu, drugi z chrupkami zawierającymi pewnie połowę tablicy Mendelejewa i wspomniana Pani z termosem z kawą. Napój ten za ledwie 200 dram bardzo się przydał na ów brak szyb i grubszej odzieży. Nawet szybko minęło te pięć godzin – właśnie w taki czas pociąg pokonał odległość 120 km, nawiązując chlubnie do Polskich Kolei Państwowych i trasy Bydgoszcz-Gdynia przez Kościerzynę*. Krajobraz nie zmieniał się wiele: pustkowia, gołe szczyty, upadłe fabryki, wsie z końca świata i zawiadowcy stacji, jakby zdziwieni tym, że na ich stację przyjechał pociąg. Tak więc z naszym nowym przyjacielem około 13.30 wjechaliśmy do Giumri. Jest to drugie co do wielkości miasto Armenii. Erewań przy nim to bajka: brudne ulice, żebracy, psy wyjadające ze śmietników, marszrutki, które zapychaliśmy i resztki potrzęsieniowe**. Ponoć właśnie to miasto ucierpiało najbardziej – i to rzeczywiście widać: powalone kościoły, szpitale budowane dla ofiar i nowe osiedle. Osiedle na kilkadziesiąt tysięcy osób, w którym nikt nie chce mieszkać – w stanie surowym: bez szyb, chodników itp. gadżetow. To miasto to kolejna lekcja pokory, która nam się tu zdarzyła. Ale po kolei. Po półgodzinnym szybkim zwiedzaniu miasta (na więcej nie było czasu, bo o 17.00 mieliśmy powrotny pociąg) poszukaliśmy taksówki, potargowaliśmy się, w piątkę (niestety!?) zapakowaliśmy nasze osoby do taxi-Wołgi i pojechaliśmy do kolejnej cerkwi. Droga była zdecydowanie najgorsza w Armenii – po prostu poligon. Cerkwie (były trzy), surowe i jeszcze nie do końca odbudowane. Obok nich sad, dolina z rzeką i linie energetyczne. To tyle (ArtC).
No, no, przepraszam, ale przeleciały jeszcze 3 kurhanniki oraz 3 orły stepowe!!!W tym kraju po prostu aż chce się zostać!!! Oto zresztą moja prywatna lista miejsc w Armenii„w których aż chciałoby się zostać”:
- wąwóz w Szamiram
- wąwóz Garni-Geghard
- wąwóz w Marmashen
- bagna w Armash
(SB)
***
...Rola ptaszka w konstrukcji Staszka (JG, na wieść o tytule planowanego przez Staszka referatu „Rola kościoła apostolskiego w konstruowaniu tożsamości narodowej Ormian po rozpadzie ZSRR”.)
***
Patrzę i patrzę i coś widzę, że nie opisałem powrotu z Giumri. Lepiej późno niż wcale, więc: Wracając, jeszcze w taksówce Stach krzyknął: „Stać!!!” Klient nasz pan, zatem kierowca stanął a my popatrzyliśmy na siebie ze zrozumieniem, bo do Staszkowych-ptaszkowych dziwactw byliśmy już przyzwyczajeni. I tym razem też nie pomyliliśmy się... Stachu wyskoczył z lornetką z wozu wzbudzając zainteresowanie społeczeństwa, myślącego być może, że to na co patrzy, to coś zbłąkanego od Osamy. Stachu postał, popatrzył, pozachwycał się („to jest lepsze niż dziewczyny”) i pojechaliśmy na dworzec. A były to jakieś tam orzełki. Przed odjazdem wypiliśmy jeszcze ormiańską Coca-Cole (zgodnie z twierdzeniem, że lepszy znany syf niż nieznany, a prawdopodobnie jeszcze gorszy) i wsiedliśmy do pociągu, w którym zobaczyliśmy wiele twarzy znajomych z drogi do Leninakanu. W ostatniej chwili główny bohater tej części opowieści zauważył, iż nie ma nic do przepłukania gardła na drogę powrotną. Wyskoczył z pociągu i, jak to w bajkach bywa, drzwi się zamknęły i pociąg do odjazdu sposobić się zaczął... Na szczęście jesteśmy w Hayastanie i pociąg nie ma szyb, wiec nasz stary harcerz wykonał skok przez okno (a raczej przez jego brak) prawie na kolana starszej pani. Warto było to zobaczyć!
Wrażenia nie do opisania: proszę sobie wyobrazić Staszka, później pociąg a na końcu skaczącego tego pierwszego do tego drugiego. To nie było „bezsensu”. Jadąc, zankietowaliśmy dawną koszykarkę, która była w Polsce. Pani była o tyle ciekawa, że świadkiem Jehowy była, a ci, jak słyszeliśmy, łatwego życia tu nie mają. Respondentka tego nie potwierdziła. Gdy już nie trzeba było chronić się przed tureckim (bo z zachodu) słońcem i zrobiło się ciemno, zorientowaliśmy się, że w środku też jest ciemno. Dokładnie mówiąc, świeciła się jedna żarówka w wagonie i był półmrok. Wrażenie niesamowite – wagon pełen ludzi, ormiański język i mijane wsie gdzieś w oddali. A do tego poświata Araratu.
Jakoś dojechaliśmy – na dworcu zobaczyliśmy czerwonoarmistów, którzy powinni grać w bierki a nie Ormian bronić. Jeszcze pomyliłem czeburieka mięsnego z ziemniaczanym co spowoduje, że do wegetariańskiego nieba pewnie się nie dostane ;-( (ArtC)
---
* albo do trasy Toruń-Elbląg. Musiałem to napisać, bo po czterech latach takiego jeżdżenia na Polskie Koleje Państwowe złość ogromna mnie bierze. (Łącząc się w bólu z innymi toruńskimi elblążanami - AZ)
** w 1988 roku miało tu miejsce ogromne trzęsienie ziemi

Komentarze
Prześlij komentarz