Dziennik z Podróży, Która się Dłuży, Erewań 26 września 2001
Ze wspomnień Pauliny:
Rzecz działa się w słynnym mieście Włocławku, po angielsku zwanym ponoć Vloklołkiem. Gdy Paulina miała 14 lat, to miała chłopaka. Poznała tego chłopaka na koloniach. Gość był generalnie drętwy, bo ciągle chciał się całować i po tygodniu Paulinie się znudził. Pewnego pięknego dnia poszli na spacer do lasu. Paulina wyprowadziła naszego delikwenta w miejsce, w którym jeszcze nigdy nie był, po czym uciekła. Więcej go nie widziała. (zapis narracji: AZ, działo się to na tutejszej stołówce uniwersyteckiej)
Na stołówce studenckiej my byli po wykładzie pani profesor Hranuszy Kharatyan. Dyskusyjna to sprawa, czy warto było powstać tak wcześnie i lecieć na, za przeproszeniem, zbity ryj do instytutu, tak czy inaczej, polecieliśmy. Z wykładu my ponieli niewiele, a nawet nic, bo po ormiańsku się toczył. Pooglądaliśmy sobie za to jak toczy się wyższa edukacja ichnia i wrażenia doznaliśmy, że bardzo licealnie się toczy. Z dzwonkami na koniec lekcji i odpytywaniem na stojaka. No i dobrze im tak. (AZ)

Komentarze
Prześlij komentarz