Dziennik z Podróży, Która się Dłuży, Erewań 27 września 2001 (część II)
| Eszmiadzyn |
Czołem tym razem muszę pokusić się o opis indywidualnej przygody, bo jest tego ze wszech miar warta... Rzecz mogłaby nazywać się „Porwany za młodu”, bo zaczęło się jak w kryminalnym filmie. Otóż będąc w Eszmiadzynie na Mszy św. z udziałem Jana Pawła II spotkałem Armena. Robię sobie ja zdjęcie, a tu mnie dopada gość i powiada: „Ty jesteś z Polski?” Ja na to, że i owszem. On mi na to, że muszę być jego gościem i zostać u niego cały dzień. No to ja, że z przyjemnością... I wsiadłem do Moskwicza. Armen świetnie mówi po polsku i opowiada o swoim pobycie w Bydgoszczy (5 latek), wiezie mnie za Eszmiadzyn ok. 4 km i koniec końców docieramy do jego domostwa. Rozmowa idzie w najlepsze. Zaczynamy od przedstawienia rodzinie, następnie siadamy przy piwku Kotayk (kiedy powiedziałem Arsenowi, że umiem powiedzieć sare gare dźiur*, natychmiast zaopatrzył nas w 4 butelki pifffka), owocach i cieście. Tymczasem, jak w patriarchalnej rodzinie przystało, siostra Armena imieniem Lilit oraz jego matka, przygotowują obiadek. Mama przeprasza, że tak skromnie, bo Armen zrobił jej niespodziankę i gdyby wiedziała, że Jacekdżian** przyjedzie... itp. itd., toastom nie ma końca za moich rodziców, za dziewczynę i za Polaków i za Ormian, i za wsio. Po obfitym posiłku przechadzamy się po ogrodzie, następnie zupełnie jak kobieta z brodą zostaję przedstawiony babci i kolegom we wsi. Jeździmy od domu do domu, po drodze kupujemy piwo i lody. Wreszcie wracamy. Ankietuję Armena, następnie udajemy się do dziadka mojego szacownego respondenta. Na szczęście on nie był w Polsce.... Niestety ankieta TO NIE WSZYSTKO! Należy jeszcze pobratać się z dziadkiem. Na stół trafia samogon z winogron, ogórki, pomidory, kiełbasa z Kijowa – słowem kolejny „wypas na maksa” nie mam sumienia odmawiać, choć mój żołądek przypomina już San Francisco. Po ankietce jeszcze praca nad ankietą siostry, wspólne zdjątka itp... (Może) dokończę potem. (JG)
* * *
I tu pewna wyrwa chronologii. Oto po raz drugi tego wieczora zadzwonił do nas dj Tomas, alias FanTomas. Oj, właściwe Fun-Tomas, bo umiłował zabawę. Miast opiekować się „swoimi” studentami (w tym pogrążonym w malignie studentem Arielem, lat 24, ur. w Elblągu) spędza czas na wspólnej połajance z miejscową archeologiczną wierchuszką... i nie wraca na noc. „Co powie mama, co mama odpowie nam dziś ???” Bo mama DJ’a w tym czasie dzwoniła (JG).
---
* sare gare dźiur w tutejszym narzeczu, a pisane naszymi literkami oznacza po prostu zimne piwo. Są to prawdopodobnie pierwsze słowa, jakich nauczyliśmy się po przyjeździe.
**wyjaśnień translatorskich ciąg dalszy: końcówka –dżian, a być może nie końcówka tylko całkiem osobny wyraz, tak czy inaczej dodawany po imieniu delikwenta oznacza, że ów delikwent uznany został za „swojego człowieka”, że jest lubiany i szanowany. Jacekdżian można by przetłumaczyć np. tak: miły Jacek :)
**wyjaśnień translatorskich ciąg dalszy: końcówka –dżian, a być może nie końcówka tylko całkiem osobny wyraz, tak czy inaczej dodawany po imieniu delikwenta oznacza, że ów delikwent uznany został za „swojego człowieka”, że jest lubiany i szanowany. Jacekdżian można by przetłumaczyć np. tak: miły Jacek :)

Komentarze
Prześlij komentarz